Seks w wielkim mieście; Richard Bledsoe

I.

Końcowe rozdziały Pisma Świętego opisują dwa kosmiczne miasta (Apk 17-22). Nowa Jerozolima reprezentuje „Nowe Niebo i Nową Ziemię” i jest owocem Nowego Przymierza w Jezusie Chrystusie. Na samym końcu Biblii czytamy, że zstępuje ono z nieba i unosi się nad ziemią. Z kolei List do Hebrajczyków stwierdza, że podeszliśmy „do miasta Boga żywego, do Jeruzalem niebieskiego” (12,22). Mówimy więc o aktualnej rzeczywistości. O czymś w rodzaju „zbiorowego sztabu” Królestwa Bożego.

Również Wielki Babilon jest aktualną rzeczywistością i reprezentuje dążenia upadłej ludzkości do zdobycia samowystarczalności i życia poza Bogiem. Do czasu jest bardzo bogatym i pod wieloma względami dobrze prosperującym miastem. Jest miastem handlowym, a jego kupcy handlują towarami „ze złota i srebra, i drogich kamieni, i pereł, i bisioru, i purpury, i jedwabiu, i szkarłatu…” (Apk 18,12) i wieloma innymi. Jest jednak także miastem skorumpowanym, dekadenckim i pełnym przemocy. Handluje się w nim również życiem ludzkim (Apk 18,13). Wielki Babilon jest „siedliskiem demonów i schronieniem wszelkiego ducha nieczystego i schronieniem wszelkiego ptactwa nieczystego i wstrętnego” (Apk 18,2). W końcu jest miastem „pijanym krwią”.

Te obrazy są dla nas szczególnie istotne, ponieważ żyjemy w czasach, kiedy cała planeta „metropolizuje się”. W każdym zakątku ziemi ludzie opuszczają wieś i przenoszą się do miasta. W Chinach każdego roku czyni tak trzydzieści milionów ludzi. Jeden z moich profesorów zwrócił uwagę na to, iż tyle właśnie liczy cała populacja Kanady. Ponieważ więc fenomen ten jest tak znaczący i powszechny, warto przyjrzeć się miastu i pokusić się o nakreślenie teologii miasta.

Większość języków rozróżnia między męskimi i żeńskimi rzeczownikami i zdaje się, że podział ten nie do końca jest arbitralny. Rodzaj rzeczownika może komunikować ważną prawdę, o której odkrycie warto się postarać. O ile mi wiadomo rzeczownik „miasto” w większości języków jest rodzaju żeńskiego. Tak samo oba miasta w Księdze Apokalipsy są rodzaju żeńskiego, a ich symbolami są kobiety.

Biblijna symbolika jest płynna i bogata. Na pierwszy rzut oka widzimy miasto, ale chwilę później dostrzegamy kobietę. Jedno i drugie jest piękne i wspaniałe. Jedno jest jednak zepsute – symbolizująca je kobieta to śmierć. Drugie zaś jest wierne i prawe – pełne życia. Pierwsze to Wielki Babilon, który przemienia się w Wielką Nierządnicę. Drugie to Nowe Jeruzalem, które staje się Wybranką Chrystusa.

W tym miejscu splatają się dwie rzeczy, które w mistycznym i ostatecznym sensie tworzą jedno. Wielce intrygujące jest również to, że obie rzeczy zlewają się także empirycznie we współczesnym świecie. Mam na myśli moc seksualnej więzi i metropolię. Miasto jest wielkim miejscem schadzek, gdzie zawiązują się lub rozpadają międzyludzkie związki, gdzie kupuje się i sprzedaje ludzkie ciała, ale też gdzie prawda i wierność tworzą nowe życie. Tak naucza Biblia i tak dzieje się w rzeczywistości.

Sokrates chętnie zapłacił cenę podyktowaną mu przez miasto, ponieważ zawdzięczał mu swoje życie. Miasto było dla niego matką. Również nasze miasta powinny być dla nas matkami, które dają nam życie, karmią nas i chronią. Jednak gdzie jest matka, ta musi być i ojciec. Ojcem zaś jest Bóg lub bogowie, którzy udzielają miastu swego charakteru i nadają mu swe imię. W starożytnym świecie każde miasto posiadało tytularne bóstwo lub bóstwa. Prostytucja zaś w większości przypadków była ściśle związana w kultem tych bóstw – świątynne nierządnice służyły za bramę do bóstwa. Te seksualne relacje postrzegane były jako źródło energii życiowej miasta. Świątynia była centrum miasta, zaś w centrum świątyni stała rytualna prostytucja.

Starożytny świat – z kilkoma wyjątkami, które cechował cywilizacyjny postęp i energia – był niemal całkowicie oddany polimorficznemu, czyli wielopostaciowemu, seksualizmowi. Seksualizm ten nie zamykał się w granicach relacji damsko-męskich, ale chodziło w nim bardzo ogólnie o penetrację czegokolwiek, przy czym ton relacji nadawała strona silniejsza. Choć romantyczna miłość istniała w ramach małżeństwa (jak świadczy o tym historia Heleny Trojańskiej lub Penelopy i Odyseusza), był to jednak arystokratyczny luksus i sam przez się nie wykluczał innych form seksualnej ekspresji – zwłaszcza dla mężczyzn. Jeśli zaś wymagano czystości, to zwykle tylko od kobiet. Seksualizacja i wyłączność małżeństwa były darem Tory i judaizmu. Tora ograniczyła stosunki płciowe do heteroseksualnego związku opartego na przymierzu. W Starym Testamencie widzimy też stopniowe odchodzenie od poligamii. Modelem zarówno dla małżeństwa, jak i rodzicielstwa była relacja Jahwe z Izraelem i Jerozolimą. Izrael, podobnie jak inne ludu, wzorował się na swoim Bogu.

Jeszcze bardziej radykalna okazała się Tora w sferze metafizycznej. Na przykład w Imperium Rzymskim istniało mnóstwo sekt i religii. Wszystkie jednak posiadały wspólną cechę – były zależne od ich monizmu lub panteizmu. Nie zawsze był to tak wyraźny i mocny monizm jak w Wedach lub w tym, co można nazwać „religiami wschodu”, zawsze jednak pod powierzchownym zróżnicowaniem ukryta było jedność mocy i woli. Energia seksualna była jednym ze wspólnych źródeł mocy. Jej religijna, monistyczna i boska natura znalazła najpełniejszy wyraz w tekście Kamasutry oraz w tantrycznym seksie. Obecna jest jednak w każdej postaci pogaństwa. Penetracja jest znakiem dominacji i władzy, zaś bycie penetrowanym oznaczało obezwładnienie i wchłonięcie drugiej strony w niezmierny ocean bytu. Innymi słowy, seks był sposobem na udział w boskości kosmosu.

Jedyną starożytną religią, która odmawiała seksowi miana źródła boskiej energii, był judaizm. Tylko Tora ograniczała stosunki płciowe do małżeństwa i zabraniała polimorficznej seksualizacji wszystkich bytów. W ślady judaizmu poszło chrześcijaństwo, dla którego kwestia wierności w monogamicznym małżeństwie znajduje swój wyraz przede wszystkim w związku Chrystusa z Kościołem. Takie postawienie sprawy nie pozostało bez wpływu na miasto, które wedle chrześcijańskiej teologii nie jest wyrazem polimorficznego seksualizmu, lecz wiernej i opartej na przymierzu miłości Chrystusa do Kościoła. To oznaczało pojawienie się czegoś nowego na scenie. Choć już wcześniej, od czasu niewoli Babilońskiej, żydowska diaspora dawała świadectwo biblijnemu zrozumieniu miasta, to wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa świadectwo to stało się pełniejsze i powszechniejsze. Wyzwanie rzucone starożytnemu miastu przez chrześcijaństwo było całkowite i kompleksowe. Powstała antyteza oznaczała, że w końcowym rozrachunku tylko jedno rozumienie miasta mogło zwyciężyć. Pogański wielopostaciowy seksualny monizm zyskał przeciwnika w chrześcijańskiej monogamii. I jak zranione zwierzę tym bardziej atakuje napastnika, tak teraz polimorficzny seksualizm zradykalizował się w walce z chrześcijaństwem. Dlatego też polimorficzny seksualizm przyjął charakter „anty-Chrysta”, gdyż chrześcijaństwo jest właściwie jego jedynym przeciwnikiem. To, co do tej pory było ukryte, teraz stało się jawne i ostentacyjne. Polimorficzny seksualizm stał się sadomasochistyczny, gwałtowny i krwiożerczy, co widać między innymi w walkach gladiatorów u schyłku Imperium Rzymskiego. Dominacja i poddanie zostały zradykalizowane i stały się perwersyjną drogą zbawienia, a w ostatecznym rozrachunku – kultem śmierci. Przykład markiza De Sade ukazuje, jak tortura i morderstwo funkcjonują jako środek do osiągnięcia orgazmu i satysfakcji. Różnica między „lekką” i „ciężką” pornografią polega na dozie związanej z nią przemocy.

Z tego też powodu bestia, królowie i kobieta z Apokalipsy zdefiniowani są przez to, co nienawidzą i z czym walczą. Kobieta upiła się krwią świętych. Bestia pełna jest bluźnierstwa. Zaś królowie toczą wojnę przeciwko Barankowi. Wszyscy są wrogami Królestwa Bożego. Ich stosunki seksualne można określić mianem sadomasochistycznych. Królowie, którym oddaje się kobieta, sami oddają się wyższej od nich mocy, która nosi miano bestii. Również kobieta oddaje się bestii, a język opisujący te stosunki sugeruje zoofilię. Mamy tu do czynienia z pożądaniem zmieszanym z bólem, dominacją, zniewoleniem, nienawiścią i rebelią. Niebezpieczeństwo, z jakim musi się liczyć każda kobieta oddająca się więcej niż jednemu mężczyźnie, polega na tym, że albo żaden z nich nie

będzie jej dostatecznie cenił, albo pożerać ich będzie zazdrość. Tego typu związki prędzej czy później stają się gwałtowne i destruktywne. Pismo stwierdza, że dziesięciu królów w końcu „znienawidzą wszetecznicę i spustoszą ją, i ogołocą, i ciało jej jeść będą, i spalą ją w ogniu” (Apk 17,16).

Oba miasta wciąż są aktywne na scenie historii. Rzeczywiste miasta na całym świecie w ten czy inny sposób odnoszą się zarówno do Wielkiego Babilonu, jak i Nowej Jerozolimy. Żadne miasto nie jest w pełni jednym albo drugim. Każde w jakimś stopniu uczestniczy w rzeczywistości obu typów. Miasto, którego religijność przypomina religijność Wielkiego Babilonu, cechuje seksualność na wzór perwersyjnego związku nierządnicy, bestii i królów. Miasto, którego religijność przypomina religijność Nowej Jerozolimy, kształtuje więź małżeńską na wzór przymierza Chrystusa z Kościołem. Pozostaje pytanie, który wzór zdominuje dane miasto. Jedne miasta są bardziej zepsute i czerpią siły życiowe z handlu ludzkimi duszami (Apk 18,13). Ich przeznaczeniem jest destrukcja. Inne miasta szukają chwały Bożej. W nich ludzkość jest w stanie realizować swój potencjał. Dla potrzeb niniejszej analizy należy pamiętać, że pierwszy typ miasta charakteryzuje seksualne rozpasanie i sadomasochistyczne relacje. Z kolei miasta drugiego typu charakteryzują się wiernością i wzajemnym oddaniem w związkach małżeńskich.

II.

„Czasami ludzie chcą zarówno korzystać z wszelkich zalet wysokiej kultury, jak i obalić przymus wstrzemięźliwości. Jednak zdaje się, że różne pragnienia ludzkiego serca nie są kompatybilne, a nawet wzajemnie się wykluczają. Każde społeczeństwo ma do wyboru: albo wykazać się większą energią, albo cieszyć się wolnością seksualną. Doświadczenie pokazuje, że robienie jednego i drugiego nie jest możliwe dłużej niż przez jedno pokolenie”, J. D. Unwin[1].

„Wierzymy, że cywilizację zbudowano dzięki rezygnacji z zaspokajania prymitywnych impulsów. Ten sam schemat dostrzegamy w życiu jednostek, które rezygnują z pogoni za przyjemnością w imię wspólnego dobra. Jednym z ważniejszych wrodzonych instynktów jest popęd seksualny. Jego ograniczenie może wyzwolić energię, która daje się skierować do innych celów – tym razem bardziej pożądanych ze społecznego punktu widzenia”, Zygmunt Freud[2].

„Kiedyś zakładałem, że świat nie ma żadnego sensu. Nie miałem problemu ze znalezieniem uzasadnienia dla tego założenie. Nie chciałem też dopatrzeć się sensu w istnieniu świata. Zarówno dla mnie, jak i wielu mi współczesnych ludzi, filozofia bezsensu była w gruncie rzeczy kwestią wyzwolenia. Ta pożądana przez nas wolność wiązała się z wyzwoleniem od określonego systemy politycznego i ekonomicznego, a także etycznego. Sprzeciwialiśmy się moralności, ponieważ ograniczała seksualną wolność”, Aldous Huxley[3].

„I przyszedł jeden z siedmiu aniołów, mających siedem czasz, i tak się do mnie odezwał: Chodź, pokażę ci sąd nad wielką wszetecznicą, która rozsiadła się nad wielu wodami, z którą nierząd uprawiali królowie ziemi, a winem jej nierządu upijali się mieszkańcy ziemi (…) I mówi do mnie: Wody, które widziałeś, nad którymi rozsiadła się wszetecznica, to ludy i tłumy, i narody, i języki. A dziesięć rogów, które widziałeś, i zwierzę, ci znienawidzą wszetecznicę i spustoszą ją, i ogołocą, i ciało jej jeść będą, i spalą ją w ogniu”, Apokalipsa św. Jana 17,1-2 i 15-16.

„I widziałem miasto święte, nowe Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, przygotowane jak przyozdobiona oblubienica dla męża swego”, Apokalipsa św. Jana 21,2.

Pierwszy z powyższych cytatów pochodzi z książki J. D. Unwina pt. Seks i kultura – 676 stronicowej publikacji z 1934 roku. Drugi cytat – z wykłady wygłoszonego przez Freuda na Uniwersytecie Wiedeńskim, którego treść nawiązuje do książki Freuda pt. Civilization and Its Discontents [tyt. org.: Das Unbehagen in der Kultur – przyp. tłum.][4]. Książka Freuda ukazała się przed publikacją Unwina, więc zwróciłem się do Unwina z nadzieją, że znajdę w niej cenne uwagi na temat Freuda. Trzeci cytat pochodzi z Ends and Means [Cele i środki] Aldousa Huxleya, który ustosunkował się w niej do twierdzeń Unwina[5]. Huxley znany najbardziej jako autor Nowego pięknego świata był swego rodzaju światłem przewodnim dla swego pokolenia. Nie bał się wprost wyrazić to, co „nakręcało” zarówno jego, jak i pozostałych brytyjskich intelektualistów w jego czasach. Huxley napisał też przedmowę do ostatniej książki Unwina pt. Hopousia[6].

Unwin był socjologiem związanym z Uniwersytem Oksfordzkim. Jednym z jego pragnień było udowodnienie, że Freud mylił się w Das Unbehagen in der Kultur. Krótko mówiąc, Freud twierdził, że rozwój cywilizacji zależy od seksualnej dyscypliny i sublimacji, czyli przeniesienia popędu na inny cel. Unwin zbadał 80 prymitywnych społeczeństw i 16 historycznych cywilizacji. Powyższy cytat podsumowuje jego wnioski. Starożytni w wielu znaczących momentach historii zwracali się ku monogamii, choć wstrzemięźliwość narzucana była przede wszystkim kobietom. Jeśli dotyczyła mężczyzn, to tylko w szczególnych sytuacjach i nie wynikała z chęci dochowania wierności kobiecie, lecz z poświęcenia się „wyższym celom”, np. poszerzaniu lub obronie granic Imperium. Społeczeństwa, które skutecznie narzucały monogamię, wykazywały się najwyższym stopniem kulturowej energii i twórczości. Unwin znalazł tylko jeden wyjątek od tej reguły.

Bardziej rozwinięte cywilizacje starożytnego świata wiedziały, że wstrzemięźliwość seksualna tworzyła inne rodzaje energii. Głównym nauczycielem sublimacji w starożytności był Platon, którego zdaniem pragnienie seksu było głodem piękna i mądrości. I tak spotykamy w historii okresy, kiedy seksualna wstrzemięźliwość była nie tylko dobrze widziana, ale wręcz promowana czy też wymagana. Zwykle dotyczyło klasy rządzącej w czasach ekspansji, kiedy popęd seksualny był powstrzymywany, by znajdował ujście w podbojach oraz kulturze. W kolejnej fazie popęd seksualny był uwalniany i, można powiedzieć, wybuchał ze zdwojoną siłą. Skutek był taki, że wcześniejsi zdobywcy sami stawali się łupem bardziej zdyscyplinowanych narodów. W czasach nowożytnych państwa totalitarne często próbowały narzucić poddanym seksualną wstrzemięźliwość, by wyzwolić większą energię dla celów państwowotwórczych i tym samym powielić starożytne schematy podboju[7].

Szwajcarski socjolog, Philip Mottu, w wykładzie, w którym cytował Unwina, powiedział: „Społeczeństwa, które w przeszłości cechowały się wielką energią, upadają, kiedy poluźniają seksualną samodyscyplinę. Na przykład w odniesieniu do Rzymskiej Republiki Unwin stwierdza: »Trudno jest wyobrazić sobie bardziej radykalne ograniczenie popędu seksualnego i osobistych impulsów. Ci ludzie stanowili o potędze Rzymu, a ich postępowanie stało się przysłowiowe. Jednak wszystko to zniknęło u schyłku Republiki«. Pod koniec pierwszego wieku »Rzymianie bardzo bezpośrednio zaspokajali seksualny popęd«. W konsekwencji nie mieli siły na nic więcej. Stare tradycje przetrwały w pewnych rejonach Imperium, np. w Ilirii i Hiszpanii. Siła Rzymu w tym okresie brała się z mieszkańców prowincji, którzy przybywali do Wiecznego Miasta, by robić w nim karierę. »Nie minęło jednak wiele lat, aż również prowincjusze zmienili swe zwyczaje seksualne. Świadectwa trzeciego wieku mówią dobitnie o braku życiowej energii«”[8].

Ameryka, a w jeszcze większym stopniu Zachodnia Europa, naznaczona jest właśnie takim seksualnym znużeniem, które zdaniem Unwina cechuje upadające cywilizacje[9]. Uniwersytety pełne są niemal polimorficznej seksualności[10]. Nie powinno więc nas dziwić, w świetle obserwacji Unwina, jeśli nasze uczelnie i miasta zostaną zdominowane przez przybyszów zachowujących dużo większą powściągliwość seksualną. Zdaje się, że to właśnie w celu powstrzymania napływu Azjatów niektóre uniwersytety zaczęły stosować kwoty rasowe przy przyjmowaniu nowych studentów. Odsetek nieślubnych dzieci wśród Azjatów jest bardzo niski. Największą grupą Hindusów przybywających do USA stanowią absolwenci wyższych uczelni, a ta grupa również cechuje się dużą samodyscypliną. Owszem, mogą istnieć jeszcze inne czynniki, które wpływają na taki stan rzeczy, jednak nie spotkałem jeszcze nikogo, kto kwestionowałby znaczenie silnych więzi i tradycji rodzinnych w sukcesach odnoszonych przez tę grupę. W tym samym czasie całą odpowiedzią naszych uniwersytetów na rozwiązłość seksualną studentów jest zapewnienie wystarczającej ilość „gumek”. Nie są w stanie powiedzieć nic ponad zalecenia dotyczące higieny i zdrowia. To wyraźny znak impotencji zdechrystianizowanego Zachodu[11].

W pewnym sensie każde pojawienie się w telewizji ponad osiemdziesięcioletniego Hugh Hefnera jest fascynujące. Zawsze występuje w otoczeniu stadka młodych „dziewcząt Hefnera”, które bardzo chętnie wskakują mu do łóżka. Jednak Hefner zwykle spotyka się z wielkim poważaniem i szacunkiem. Nikt nie zadaje mu kłopotliwych pytań. Jest ikoną i kreatorem kultury, który zasłużył sobie na szczególne względy i traktowanie. Jest też miarą naszego seksualnego rozpasania. Pytanie, za jak wiele zniszczeń i niedoli w życiu zarówno jednostek, jak i całego społeczeństwa, odpowiada ten człowiek[12]. Jak jest też skutek zwycięstwa jego wizji? Chyba najlepszą miarą jego sukcesu jest ilość dzieci powitych poza małżeńskim łożem. Trzydzieści lat temu Daniel Patrick Monahan, senator ze stanu Nowy Jork, bił na alarm z powodu stanu czarnych rodzin w amerykańskich miastach. Wtedy co czwarte czarne dziecko rodziło się w niepełnej rodzinie, co dla Mohana było znakiem wielkiego kryzysu. Dziś odsetek nieślubnych dzieci wśród białych osiągnął ówczesny poziom nieślubnych dzieci wśród czarnych, a wśród czarnych podwoił się. W skali całej Ameryki 36% dzieci rodzi się poza małżeństwem. To wskazuje na jedną z dwóch rzeczy. Albo bardzo kiepsko przekazujemy naszym dzieciom wiedzę o życiu seksualnym, albo instytucja małżeństwa chyli się ku upadkowi. Jednak jak wiele więcej nasze dzieci muszą się jeszcze dowiedzieć o kondomach i ich użyciu? Można by sparafrazować sowa Malcoma Muggeridge’a i powiedzieć, że w przyszłości szkoły będą oferowały w programie tylko zajęcia z edukacji seksualnej, a odsetek nieślubnych dzieci wzrośnie do 100%. W świecie pokartezjańskim małżeństwo, które opiera się na społecznymi i teologicznym przymierzu, jest całkowicie bezbronne. Jego miejsce zajęło coraz głośniejsze wołanie o coraz więcej „gumek” i dodatkowe lekcje, jak ich używać. Wszystko sprowadziliśmy do kwestii szczelności instalacji wodno-kanalizacyjnej. Obawiam się, że nasza cywilizacja tego nie przeżyje.

III.

Z biblijnej perspektywy można mówić o dwóch wielkich siłach erotycznych działających w historii. Pierwsza to Nowa Jerozolima, Oblubienica Chrystusa. Druga to Wielka Nierządnica Babilon, która w swej istocie jest sadomasochistyczna. Żywi się ludzką krwią, a jej kochankowie prędzej czy później zaczynają ją nienawidzić, pożerają jej ciało i wydają na spalenie (Apk 17,17). To obraz całego destrukcyjnego erotyzmu czynnego w historii.

Całkowicie inny jest obraz Nowej Jerozolimy. Nowożytny Kościół niemal nie zdaje sobie sprawy z mocy seksualności. Średniowieczny Kościół, choć nie był w stanie tego najlepiej wyrazić, przynajmniej zdawał sobie niej sprawę. Wielkim starożytnym nauczycielem, mówiącym o mocy seksualności był Platon. Wielkim nowożytnym i niechrześcijańskim nauczycielem, a jednocześnie wielce wpływowym myślicielem i twórcą nowożytnego świata, był Rousseau. Kant tworzył w reakcji na krytykę przyczynowości Hume’a, jednak w jeszcze większym stopniu jego projekt był teoretycznym uzasadnieniem erotycznych wizji Rousseau. Kant chciał stworzyć warunki dla przeniesienia seksualnej energii na inne cele. Można więc powiedzieć, że rozkwit niemieckiej kultury w XIX wieku miał swoje źródło w myśli Rousseau. Ameryka to zgniły Rousseau. Nasz obecny liberalny etos to uczucia, tkliwość i współczucie pozbawione wszelkiej głębi. Łatwość w dostępie do współżycia płciowego w naszych akademikach i miastach wysysa z nas wszelką energię i pozbawia zdolności do odczuwania głodu tego, co duchowe. Jeśli już pojawia się jakiś głód, to wiąże się z nieokreślonością wschodniego mistycyzmu, który w jakimś sensie przypomina zwierzęcy głód orgazmu. Ponieważ jednak zapomnieliśmy o Pieśni nad Pieśniami, zapanowali nad nami Hugh Hefner i jego naśladowcy. Wytrawne wino jest zbyteczne, jeśli upijamy się tanim destylatem, który nie tylko nas oślepia, ale też zagłusza pozostałe zmysły.

Nasza apologetyka koncentruje się na racjonalnym i naukowym aspekcie rzeczy, podczas gdy dla większości młodych ludzi o wiele ważniejsze, gdyż bliższe ich egzystencji, są kwestie związane z seksualnością. Jednak jak chrześcijanie mamy im do powiedzenia tylko tyle, że wierzymy w powściągliwość. Wydaje mi się, że potrzebujemy coś więcej. Musimy poznać tajniki seksualności i nauczyć się o nich mówić. W Biblii jest to znaczący wątek. Co najmniej tak znaczący jak u Platona i Rousseau. Dobrze więc uczynimy, wsłuchując się w jej głos. Zaś kwintesencją biblijnego nauczania o seksualności są ostatnie rozdziały Pisma: opis Nowej Jerozolimy jako przeciwieństwa Wielkiego Babilonu. W obu miastach działa seksualna moc, która przejawia się albo w wierności i szczerości w małżeństwie, albo w rozwiązłości, autodestrukcji i sadomasochizmie. Póki co żyjemy rzeczywistości, w której ścierają się oba Miasta.

Przypisy

[1] J. D. Unwin, Sex and Culture, Londyn 1934, s. 412

[2] Cyt. za: Phillip Mottu, „The Secret of Civilization” w: Modernizing America, red. John McCook Roots, Los Angeles 1965, s. 79-80

[3] Aldous Huxley, Ends and Means, Nowy Jork 1937, s. 316

[4] Zygmunt Freud, Civilization and Its Discontents, Londyn 1953

[5] A. Huxley, dz. cyt.

[6] J. D. Unwin, Hopousia, or the Sexual and Economic Foundations of a New Society, Nowy Jork 1940

[7] Tak było w Związku Radzieckim po krótkim czasie rozwiązłości seksualnej zaraz po Rewolucji oraz w maoistycznych Chinach.

[8] Patrz: Phillip Mottu, dz. cyt., s. 78-85

[9] Według Unwina potrzeba trzech pokoleń, by odejść od ścisłej monogamii do „wolności” seksualnej.

[10] http://www.goaskalice.columbia.edu

[11] Wiele się mówi o nadużywaniu alkoholu przez studentów, jednak głównie w kontekście związanych z tym problemów zdrowotnych, a nie w kontekście etyki lub metafizyki. Mało kto zastanawia się, jak bardzo problem alkoholizmy wśród studentów wiąże się z lękami związanymi z seksualnymi schematami obowiązującymi w akademikach. W gruncie rzeczy nie jest to temat, który interesowałby władze uczelni, chyba że dojdzie do gwałtu, a to z powodu skrajnie indywidualistycznego podejścia do jednostki.

[12] http://www.lightondarkwater.com/blog/2006/11/sunday-night-journal-november-19-2006.html; http://www.macleans.ca/culture/people/article.jsp?content=20060814_132043_132043; http://club.cdfreaks.com/showthread.php?t=104920; http://www.townhall.com/columnists/ChuckColson/2006/04/10/hugh_hefners_legacy; http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2005/07/24/AR2005072401115_pf

Tłumaczył Bogumił Jarmulak.

Tytuł oryginały: Sex and the City

Tagged with:
 

Leave a Reply

(Spamcheck Enabled)