Czy tylko dobro będziemy przyjmować od Boga, a zła przyjmować nie będziemy?

Jeff Meyers

„A po dwóch dniach odszedł stamtąd do Galilei. Albowiem sam Jezus oświadczył, że prorok nie ma uznania we własnej ojczyźnie. Gdy więc przyszedł do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie podczas święta; oni bowiem także przybyli na to święto. Przybył więc znowu do Kany Galilejskiej, gdzie z wody uczynił wino. A był w Kafarnaum pewien dworzanin, którego syn chorował. Gdy ten usłyszał, iż Jezus przyszedł z Judei do Galilei, udał się do niego i prosił, aby wstąpił i uzdrowił jego syna, gdyż był bliski śmierci. Wtedy Jezus rzekł do niego: Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie. Rzecze do niego dworzanin: Panie, wstąp, zanim umrze dziecię moje. Rzecze mu Jezus: Idź, syn twój żyje. I uwierzył ten człowiek słowu, które mu rzekł Jezus, i odszedł. A gdy jeszcze był w drodze, wyszli naprzeciw niego słudzy z oznajmieniem: Chłopiec twój żyje. Zapytał się ich więc o godzinę, w której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj o godzinie siódmej opuściła go gorączka. Poznał wtedy ojciec, iż była to ta godzina, w której Jezus powiedział do niego: Syn twój żyje. I uwierzył sam, i cały dom jego. To był drugi cud, który uczynił Jezus, gdy powrócił z Judei do Galilei” (Ew. Jana 4,43-54).

Poniżej zamieszczam list napisany około 56 roku po Chrystusie, czyli mniej więcej 25 lat po wydarzeniu opisanym w Ewangelii Jana 4,43-54. Jest to notatka wysłana przez kobietę o imieniu Miriam do jej męża Eleazara, który – jak się zdaje – przebywał w Aleksandrii, w Egipcie, w związku z krótką misją dyplomatyczną. List dotyczy Józefa, ich syna. Oto tłumaczenie tekstu:

Mój drogi Eleazarze, jakże bym chciała, żebyś jak najszybciej wrócił do Kafarnaum. Nie wiem, co powiedzieć ani jak to wyrazić. Protius, nasz wierny sługa, zgodził się przekazać ci tę notatkę. Ufam, że nie masz nic przeciwko temu, że posłałam go do ciebie. Poinstruowałam go, by nie mówił ci nic o szczegółach tragedii, dopóki nie przeczytasz tego listu.

Nasz drogi syn Józef zmarł. Protius zna okoliczności jego śmierci lepiej niż ja. Był z Józefem, kiedy wydarzyło się to, co nazwano „nieszczęśliwym wypadkiem”. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, wynika, że ​​Józef niechcąco znalazł się w samym środku rozruchów, do jakich doszło w Jerozolimie pomiędzy żydowskimi zelotami – czy nasz naród nigdy się nie nauczy? – a strażnikami prokuratora Feliksa. Rzymianie byli bezwzględni – rażąc nawet tych, którzy nie brali udziału w rozruchach. To okropne, Eleazarze. Wszystko wydaje się takie przypadkowe, tak bezsensowne! Protius był z Józefem i zapewnił nas, że Józef zmarł szybko z powodu urazu głowy. Został zepchnięty z muru czy coś w tym rodzaju. Nie chcę o tym myśleć. Bardzo mi przykro, że musiałeś dowiedzieć się o tym w ten sposób. Co jeszcze mogłam zrobić? Chciałabym, żebyś był teraz przy mnie.

Muszę pisać, Eleazarze. Jeśli tego nie zrobię, to oszaleję lub stanie się coś jeszcze gorszego.

Oczywiście, pastor Aleksander przybył natychmiast, gdy tylko usłyszał wieści. A reakcja kościołów w Kafarnaum była przejmująca. Jak wiesz, minęło 25 lat od dnia, w którym Pan uzdrowił naszego małego Józefa. Wiedzieliśmy, że uzdrowienie nie uczyniło go nieśmiertelnym, ale… Po prostu nie wiem. Pastor mówi, że już wielu spośród tych, których Jezus uzdrowił z różnych chorób, zmarło z powodu innych chorób, wypadków, a nawet starości. Mówi, że nasz Pan uzdrowił ich na znak Jego władzy nad grzechem i śmiercią; że powinniśmy ufać Jezusowi, że pewnego dnia wszyscy powstaniemy z martwych; że nasz drogi Józef żyje teraz z Jezusem i zostanie wskrzeszony z martwych w Dniu Ostatecznym. Mówi, że musimy być silni. Ja jednak nie potrafię być teraz silna, Eleazarze. Potrzebuję cię tutaj. Wierzę w to, co mówi pastor. Wierzę słowom Pana, ale czuję się otępiała, a czasem nawet zła. Dlaczego Pan miałby go uzdrowić tylko po to, aby potem umarł w taki sposób? Nie rozumiem tego. Wracaj szybko. Staram się być przykładem dla innych, ale czasami po prostu już nie daję rady.

Napiszę więcej, kochanie, bo muszę czymś się zająć. Za każdym razem, gdy zatrzymuję się na chwilę i trochę odpoczywam, przypominam sobie małego Józefa i to, jak byłeś z niego dumny. Pamiętam, jak Jezus uratował go od tej śmiertelnej gorączki i jak to zmieniło twoje życie. Jak to zmieniło życie całej naszej rodziny. Cóż to był za dzień! A teraz to. Chyba to Hiob powiedział: „Pan daje i Pan zabiera, niech będzie błogosławione Jego imię” lub coś w tym rodzaju. Łatwo powiedzieć, ale trudno to zaakceptować. Być może jest to nie do pojęcia.

To pastor Aleksander przypomniał mi, co Hiob powiedział swojej niewiernej żonie. Nie sugerował, że jestem do niej podobna, ale słowa Hioba skierowane do niej, jakkolwiek trudne, były słowami wiary. Hiob powiedział coś w stylu: „Czy przyjmujemy od Boga tylko dobre rzeczy, a nie również nieszczęścia?”. Pastor Aleksander powiedział, że otrzymaliśmy z powrotem naszego syna Józefa na 30 lat, kiedy powinien był umrzeć, mając zaledwie pięć lat. Teraz Pan wezwał go do domu i powinniśmy to zaakceptować. Chcę to uczynić, Eleazarze. Pan wie, że chcę, ale nie rozumiem.

Prezbiter Filip odwiedził mnie godzinę temu. Powiedział coś, co myślę, że powinieneś usłyszeć. Jestem pewna, że ty i on porozmawiacie po powrocie. Wszyscy nasi prezbiterzy złożyli kondolencje i wyrazili chęć pomocy. Wiem, że ty i ja pocieszaliśmy innych, zwłaszcza odkąd zostałeś jednym z prezbiterów, Eleazarze. Teraz sami potrzebujemy pocieszenia i wsparcia ludu Bożego. Nigdy tak naprawdę nie myślałam, że kiedyś sama będę potrzebowała tego wsparcia. Lecz co można zrobić lub powiedzieć, aby usunąć tę pustkę, którą czuję?

Może to, co powiedział Filip, okaże się pomocne. Chcę, żebyś pomyślał o tym w drodze do domu, abyś mógł mi pomóc to zrozumieć i zaakceptować. Więc opiszę to najlepiej, jak potrafię. Przypomniał mi, że ponownie zobaczymy Józefa w niebie. Wszyscy tak mówią. Ale powiedział coś jeszcze, o czym być może powinieneś pomyśleć. Wierzę, że to może pomóc. Zestawił nasze obecne nieszczęście z tym, co wydarzyło się, gdy podróżowaliśmy do Kany, aby spotkać się z Jezusem. Nigdy nie pomyślałabym o tym szczególe w związku z wydarzeniami ostatniego dnia, ale teraz wydaje mi się to istotne.

Pamiętasz, jak wtedy błagałeś Jezusa, aby przyszedł do naszego domu? Nigdy nie zapomnę tego, co odpowiedział. Rozejrzał się i napomniał nas: „Wy ludzie nie uwierzycie, dopóki nie zobaczycie znaków i cudów”. Na początku myślałam, że to okrutne i zastanawiałam się, czy nie popełniliśmy błędu, podróżując do Kany, aby zobaczyć się z tym człowiekiem. Ale ty nie przestawałeś Go błagać. Wierzyłeś w Niego, mimo że cię zganił.

Filip przypomniał mi, jak później pastor Aleksander wyjaśnił nam te słowa Jezusa. Jezus chciał, aby Jego uczniowie nie szli za Nim tylko z tego powodu, że mógł zamienić kamienie w chleb i uleczyć wszystkie ziemskie choroby. Chciał wyznawców, którzy uwierzą w Jego Słowo, nawet jeśli nie od razu zobaczą i doświadczą tego, co obiecał. I właśnie tak uczyniłeś, Eleazarze.

Nalegałeś, żeby przybył do Kafarnaum. Kiedy więc Jezus powiedział do ciebie: „Idź swoją drogą”, prawie zemdlałam. Za kogo On się uważał? Ale potem powiedział: „Twój syn wyzdrowieje”. Kiedy podziękowałeś Mu i odszedłeś, byłam sceptycznie nastawiona. Chciałam powiedzieć Jezusowi: „Czy to znaczy, że ​​idziesz z nami?”. Ale Jezus już się odwrócił i rozmawiał z kimś innym. Byłam oszołomiona. Ale ty, mój drogi, zaufałeś Mu. Uwierzyłeś w to, co powiedział. Jego słowo wystarczyło, chociaż nie widziałeś Józefa ani nie wiedziałeś na pewno, że zostanie uzdrowiony. Potem mieliśmy przed sobą straszliwą całodniową podróż z powrotem do Kafarnaum. Nigdy nie zapomnę tych długich godzin, które spędziliśmy w drodze do domu. Powiedziałeś: „Wierzę w to, co powiedział, Miriam. Poczekaj i przekonaj się sama”.

Kiedy zaś byliśmy jeszcze z dala od domu, nasi wierni słudzy – Annius, Marcellus i Salome – wybiegli nam naprzeciw, aby oznajmić, że Józef miał się dobrze. Spytałeś ich, kiedy ustała gorączka, a oni powiedzieli, że było to o siódmej godzinie poprzedniego dnia. Oczywiście oni nie wiedzieli, że właśnie wtedy Jezus powiedział: „Twój syn będzie zdrowy”. Ale my wiedzieliśmy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że o wszystkim tym doskonale wiesz. Jak często omawialiśmy te wydarzenia. Ale prezbiter Filip powiedział, że znajdujemy się teraz w podobnej sytuacji. Kiedy powiedział to, przez chwilę byłam zdezorientowana. Pomyślałam, że może sugeruje, iż Józef zostanie przywrócony do życia z martwych. Ale nie o to mu chodziło.

Filip powiedział, że Jezus dał nam swoje słowo, że ci, którzy umierają, ufając Mu, mają życie wieczne. Jak wtedy, kiedy wracaliśmy do domu i zanim usłyszeliśmy od sług dobrą nowinę, jedyne, co mieliśmy, to zapewnienie Jezusa. Nie widzieliśmy ani nie słyszeliśmy Józefa. Musieliśmy zaufać słowom Jezusa. Czy to widzisz? Teraz także musimy ufać słowu obietnicy. Józef jest z Jezusem i powstanie ponownie w Dniu Ostatecznym. Tak powiedział Filip. Będziemy musieli poczekać. Ale to jest o wiele trudniejsze, Eleazarze. O wiele trudniejsze. Musimy czekać dużo dłużej. A ciało biednego Józefa jest w drodze do Kafarnaum. To jest o wiele trudniejsze. Nie jest po prostu chory, ale martwy. Wróć do domu, aby mi pomóc. Wierzę. Tak, ale potrzebuję twojego wsparcia.

Jeszcze jedno, kochanie. Będziemy musieli pogrzebać Józefa, zanim wrócisz. Nie będziesz w stanie przybyć na czas. Ale pastor Aleksander chciałby zwołać specjalne nabożeństwo po twoim powrocie. Jednak pochowamy Józefa, jak tylko przybędzie jego ciało. Spodziewam się, że na pogrzeb przybędą wszyscy wierni z Kafarnaum. Józef był ważny dla wielu ludzi. Pastor Aleksander mówi, że nasz Pan przepowiedział wzrost wrogości i tarć między Żydami a Rzymianami, co sprowadzi na wielu chrześcijan cierpienie i śmierć. To dopiero początek wielkiego ucisku. Jestem przerażona i przybita. Módlcie się za mnie w drodze do domu. Módlcie się za naszą synową, drogą Marię. Jest teraz wdową, a maluchy – sierotami. Tak bardzo mi ich żal. Nie wiem, co powiedzieć.

Tęsknię za tobą, Eleazarze, i nie mogę doczekać się dnia, gdy znów będziemy mogli porozmawiać. Po twoim powrocie do domu czeka nas wiele pracy. Sama nie podołam temu wszystkiemu. Przyjedź jak najszybciej.

Twoja kochająca żona,

Miriam

Oczywiście to fikcyjny list. Ale teoretycznie mógł powstać – wyjść spod pióra ojca czy matki, męża czy żony, brata lub siostry kogoś, kogo Jezus uzdrowił, a kto później zmarł. Oni, podobnie jak my, musieli zrozumieć, jaka była funkcja tych cudownych znaków czynionych przez Jezusa. Mają one za zadanie pomóc nam zaufać Jezusowi oraz zawierzyć Jego dobrej woli i planom, jakie ma względem nas.

Tłumaczył Bogumił Jarmulak.

Źródło: Shall We Receive Good From God, But Not Calamity?

 

Leave a Reply

(Spamcheck Enabled)