Zabobon podszyty strachem

On 3 sierpnia 2018, in Opatrzność, by BJ

Zabobon podszyty strachem; Bogumił Jarmulak

Epikur był twórcą jednego z dwóch nurtów filozoficznych, które na wieki opanowały serca i umysły mieszkańców basenu Morza Śródziemnego, a następnie wpływały na całą Europę. Drugim nurtem był stoicyzm. Oba wspomniane są w Dziejach Apostolskich 17,18, w mowie apostoła Pawła w Atenach. Obie szkoły zmagały się z pytaniem, jak należy żyć, aby cieszyć się szczęściem.

Epikur twierdził, że należy kierować się zdrowym rozsądkiem, praktykować umiar, unikać bólu i cierpienia. Cieszyć się życiem, kiedy to możliwe, lecz umieć zrezygnować z pewnych rzeczy lub wygód, kiedy to konieczne. Już bowiem sam brak cierpienia jest namiastką szczęścia.

Epikur walczył między innymi z zabobonami, które jego zdaniem podszyte były nieuzasadnionym strachem przed bogami (siłami nadprzyrodzonymi) i które prowadziły do działań absurdalnych i daremnych. Epikur nauczał, że bogów nie należy się bać, gdyż nie są oni zainteresowani losem ludzi, co znaczy, że zabobon nie ma racji bytu. Brak zainteresowania losem ludzi ze strony sił nadprzyrodzonych oznaczał bowiem ich brak zaangażowania w sprawy ludzi. Bogowie nie są w stosunku do ludzi ani złośliwi, ani wrogo nastawieni. Są po prostu obojętni.

Z drugiej strony – kontynuował Epikur – świat składa się z atomów, których ruchem rządzą bezosobowe prawa. Dotyczy to również duszy ludzkiej, która w chwili śmierci ulega rozpadowi. Zatem również śmierć nie jest straszna, gdyż jest końcem istnienia, a nie drogą prowadzącą przed trybunał boski.

Żyjący 600 lat po Epikurze św. Augustyn wciąż narzekał na powszechność zabobonu. W O nauce chrześcijańskiej podaje wiele przykładów zabobonów, np. „deptanie progu, gdy przechodzi się przed swoim domem; wchodzenie znowu do łóżka, gdy – wkładając już obuwie – kichnie się; wracanie do domu, gdy przy wyjściu człowiek się potknie”. Także kiedy myszy zjedzą ubranie, jest to zapowiedź nieszczęścia. Tutaj Augustyn przytacza ironiczne słowa Katona, „który, gdy ktoś zapytał go, co ma znaczyć, że myszy zjadły mu żołnierskie buty, odparł, że nie ma w tym nic strasznego; straszne byłoby to dopiero, gdyby myszy zostały zjedzone przez buty”.

Augustyn mówi też o „matematykach”, jak zwano wtedy ludzi stawiających horoskopy na podstawie daty urodzenia. Doktor Kościoła stwierdza, że ciała niebieskie zostały ustanowione przez Boga, aby wyznaczały pory dnia i roku, a nie po to, aby szczegółowo determinowały los poszczególnych ludzi. To prawda, że ciała niebieskie, wyznaczając pory roku i dnia, wpływają na życie ludzi, lecz nie czynią tego w sposób, o jakim mówili „matematycy”.

Augustyn dodaje, że przecież ciała niebieskie poruszają się zbyt szybko, żeby ustalić ich dokładne położenie w chwili narodzin człowieka. W końcu, powołując się na przykład Jakuba i Ezawa, którzy byli bliźniakami, wskazuje na ich jakże odmienne losy, mimo że obaj urodzili się niemal jednocześnie – pod tą samą gwiazdą. Koniec końców – mówi Augustyn – „ktokolwiek wchodzi jako człowiek wolny do takiego matematyka, [ten] płaci, żeby wyjść sługą Marsa, Webery lub raczej wszystkich gwiazd nazwanych imionami zwierząt ze względu na podobieństwo, albo sławnych ludzi dla ich uczczenia”.

Zresztą Pismo Święte bezpośrednio odnosi się do kwestii zabobonów. Biblia nie pozostawia wątpliwości, że chrześcijanie nie powinni bać się tego, czego boją się poganie. Mówi o tym wyraźnie Jeremiasz: „Nie uczcie się postępowania od narodów i nie trwóżcie się znakami niebios, mimo że narody się nimi trwożą” (Jer 10,2). Mojżesz zaś przestrzega: „Nie znajdzie się u ciebie nikt, kto by przeprowadzał swego syna i córkę przez ogień, uprawiał wróżby, przepowiednie i czary, ani zaklinacz, wywoływacz duchów, ani znachor i poszukujący rady u zmarłych” (Pwt 18,10-11).

Augustyn zatem wskazuje na dwie rzeczy. Po pierwsze, wiele zabobonów opartych jest na niezrozumieniu świata i ludzkiej fantazji oraz na zgrabnych szalbierstwach tych, którzy z nich żyją. Po drugie i ważniejsze – to, czemu przypisujemy władzę nad naszym losem, samo jest kierowane przez Boga, czyli Stwórcę i Pana wszechświata i historii. Zatem to w rękach Boga spoczywa nasz los i do Niego mamy zwracać się o pomoc i ratunek. Ani więc zdrowy rozsądek, ani biblijna pobożność nie wspierają zabobonów, lecz są im jak najbardziej przeciwne.

Augustyn zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden i chyba najważniejszy aspekt zabobonów. Chodzi mianowicie o to, że istotą zabobonu jest oddawanie boskiej czci temu, co nie jest Bogiem. Jest to źle zrozumiana i źle skierowana bojaźń przed tym, co postrzegamy jako nadnaturalne, a więc mocniejsze niż ludzkie decyzje. Aby zabobon mógł zaistnieć, musi zatem wpierw pojawić się drastyczne niezrozumienie natury Boga. Dla osoby zabobonnej Bóg (lub bogowie) jest kapryśny i złośliwy raczej niż wierny i łaskawy. Szuka okazji do odgryzienia się nawet na nieopatrznie błądzącym człowieku i surowo karze jego nawet najmniejsze potknięcia. Jakby był Lamekiem z Księgi Rodzaju, który nawet za najmniejsze zadrapanie musiał odpłacić siedmiokrotnie. Tudzież dla osoby zabobonnej Bóg, nawet jeśli jest wierny i łaskawy, to jednak nie jest bezpośrednio zaangażowany w sprawy ludzi. Pozostawia je bezosobowym siłom przyrody, przypadkowi lub jakimś pomniejszym istotom, które niekoniecznie są człowiekowi przychylne.

Leszek Kołakowski (God in a Godless Time) stwierdza, że zabobon – który jest zawsze podszyty strachem – prowadzi koniec końców do mechanistycznego pojmowania Boga, którym możemy kierować przy pomocy odpowiednich technik. Tym sposobem zabobon zamienia Boga w narzędzie podatne na ludzką manipulację – środkiem, a nie celem ludzkiego życia. Kołakowski zwraca przy tym uwagę na to, że mentalność zabobonna przejawia się nie tylko w pluciu przez ramię lub unikaniu czarnych kotów, ale także w bardziej subtelnych formach. Stwierdza, że „chrześcijaństwo cicho zakładające, że Bóg jest zawsze na nasze usługi, gotowy wesprzeć jakąś sprawę, doktrynę, ideologię lub partię polityczną, jest zawoalowaną bezbożnością”. Takie chrześcijaństwo traktuje bowiem Boga przedmiotowo, właśnie jako narzędzie do osiągnięcie własnych celów, a nie jako Tego, któremu mamy się ufnie poddać i którym mamy radować się na wieki.

Teza – kontynuuje Kołakowskie – że obowiązkiem Boga jest – w cudowny sposób – spieszyć nam natychmiast na pomoc za każdym razem, kiedy dotyka nas nieszczęście, opiera się na karykaturalnym wyobrażeniu Boga oraz na nieznajomości Pisma i historii Kościoła. „Bóg, który zawsze i natychmiast uruchamia siły magiczne, aby zaspokoić nasze potrzeby, nie jest Bogiem wiary chrześcijańskiej (…). Gdyby było inaczej, to można by oczekiwać, że pierwsi męczennicy chrześcijańscy natychmiast utraciliby wiarę, skoro Bóg nie dostarczył im żadnego cudownego ratunku z rąk oprawców”.

Kalwin udał się za Augustynem, kiedy mówił o zabobonach. Przyjmował, że choć każdy człowiek posiada znajomość prawdziwego Boga, to jednak u większości ludzi jest to zepsuta i zakłamana wiedza o Bogu. Jak pisał apostoł Paweł, mamy skłonność do tłumienia prawdy przez nieprawość (Rz 1,18). Tworzymy sobie własne wyobrażenia o Bogu zamiast polegać na Jego objawieniu. Jak podsumował Kołakowski, dla Kalwina sprawa była prosta: „gdy słowo Boże nami kieruje, mamy prawdziwą religię; gdy ludzie idą za własnymi mniemaniami, mamy zabobon” (Mini-wykłady o maxi-sprawach).

Kalwin przyznawał, że zabobon podszyty jest strachem, lecz dodawał, że jest to strach niewłaściwy. Rozróżniał więc między chorobliwym strachem przed Bogiem a zdrową bojaźnią Bożą. Zabobon jego zdaniem wyrasta z niewłaściwego strachu przed Bogiem, zaś lekarstwem na zabobon jest bojaźń przed Bogiem, który jest wierny i łaskawy i właśnie jako taki jest również jak najbardziej zainteresowany losem ludzi.

Dodawał, że zabobon obecny jest nie tylko w życiu pogan, ale także chrześcijan, którzy próbują manipulować Bogiem przede wszystkim przez zręcznie wymyślone ceremonie i rytuały, które albo nie mają uzasadnienia w Piśmie Świętym, albo sprawowane są z niewłaściwą intencją. Jeśli oparte są na pogańskiej zasadzie do ut des, czyli: „daję, abyś dał”, to traktują Boga jakby był pogańskim bóstwem, któremu niezbędni są ludzie, aby otrzymać to, czego potrzebuje. Kult w Izraelu często sprawowany był w ten pogański sposób, jakby Bóg rzeczywiście żywił się krwią i tłuszczem zwierząt, w zamian zaś był zobowiązany do spełniania życzeń ludzi.

Kołakowski w Mini-wykładach o maxi-sprawach stwierdza, że u ludzi występuje bardzo silne pragnienie bezpośredniego kontaktu z mocami nadprzyrodzonymi. Na innym zaś miejscu (God in a Godless Time) dodaje, że być może rację miał Kierkegaard, kiedy powiedział, że rozpacz i zwątpienie towarzyszące codziennemu życiu na ziemi tak naprawdę jest rozpaczą i zwątpieniem w przychylność Nieba. Nie trzeba długo żyć, żeby dojść do wniosku, że nie tylko my sami kierujemy swoim losem; czasami wręcz mamy wrażenie, że nasz wpływ na własny los jest znikomy, a może nawet żaden. W takich chwilach kierujemy uwagę ku górze, aby dojść do porozumienia z mocami, które mogą wprowadzić choćby nieco przewidywalności i normalności w naszym życiu. Lub – jak Prometeusz – wypowiadamy im wojnę, jeśli uważamy, że to owe moce winne są naszej niedoli, a żaden pakt nie jest z nimi możliwy. Przy czym o ile większość bóstw nie zasługuje na oddawaną im cześć, to kiedy podniesiemy rękę na prawdziwego Boga, wtedy pozostaje nam już tylko nihilizm, czyli zimny, obojętny, bezosobowy kosmos. Nie ma już nikogo, kto by mógł wpłynąć na nasz los ani w pozytywny, ani w negatywny sposób.

Teologia chrześcijańska, w tym również reformowana, w dyskusji na temat zabobonów, zwraca uwagę na naukę o Opatrzności, co uczynił już Augustyn w dyskusji z epikurejczykami. Na przykład w Katechizmie Heidelberskim znajdujemy pytanie 28: „Czemu służy wiedza o stworzeniu i o Opatrzności?” W odpowiedzi czytamy: „Temu, abyśmy zachowując cierpliwość wśród niepowodzeń i wdzięczność w sytuacjach pomyślnych, zawsze ufali, że we wszystkim, co nas spotyka, Bóg pozostaje wiernym i dobrym Ojcem, że żadne stworzenie nie zdoła odłączyć nas od Jego miłości, bo On trzyma wszystko w swoim ręku i bez Jego woli nie jest ono w stanie działać ani nawet się poruszyć”.

Innymi słowy, jak czytamy już na samym początku katechizmu, jedyną pociechę w życiu i wobec śmierci możemy odnaleźć „w tym, że ciałem i duszą należę – zarówno w życiu, jak i w umieraniu – nie do siebie, ale do Jezusa Chrystusa, mego wiernego Zbawiciela. To On swą drogą krwią dał całkowite zadośćuczynienie za moje grzechy, wyzwolił mnie z mocy diabła, to On strzeże mnie tak dobrze, że nawet włos z głowy mi nie spadnie bez woli Ojca niebiańskiego, co więcej – wszystko musi służyć mojemu dobru. Dlatego – przez Ducha Świętego – daje mi On pewność życia wiecznego i pozwala, abym od tej chwili z całego serca pragnął żyć dla Niego”.

Moc Boga ma rodzić w moim sercu bojaźń Bożą, która jest początkiem mądrości. Moc zaś ta najpełniej objawiła się na Krzyżu, na którym jeden z Trójcy umarł za mnie, abym żył w miłości Bożej. Krzyż objawia również tajemnicę Opatrzności Bożej. Jak powiedział apostoł Piotr: „Zeszli się bowiem rzeczywiście w tym mieście przeciw Twemu świętemu Słudze, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i ludem Izraela, aby uczynić to, co zamierzyła Twoja ręka i myśl” (Dz 4,27-28). Wszelkie złe moce tego świata sprzymierzyły się, aby pokrzyżować plany Boga i na zawsze zniewolić rodzaj ludzki, lecz zdaniem Piotra również to było częścią planu Boga. I tak, czyniąc zło i walcząc z Bogiem, źli tylko przyczynili się do realizacji tego, co Bóg postanowił.

Jaki wniosek wyciąga z tego apostoł? Powierza siebie i pozostałych wiernych w Jerozolimie Opatrzności Bożej, kiedy te same moce udają się za wyznawcami Chrystusa, aby ich uwięzić i zniszczyć, tak jak wcześniej uczyniły to z Chrystusem. Krzyż jednoznacznie pokazał, że nie ma takiej siły w całym stworzeniu, która mogłaby pokrzyżować plany Boga, osłabić Jego moc lub ugasić Jego miłość ku tym, którzy Mu ufają, o czym zapewnia również apostoł Paweł w ósmym rozdziale Listu do Rzymian:

Cóż tedy na to powiemy? Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego? Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia. Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami. Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz? Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, uważają nas za owce ofiarne. Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

[Wykład wygłoszony na Tygodniu Ewangelizacyjnym w Zelowie, Lipiec 2018]

 

Leave a Reply

(Spamcheck Enabled)