Mężczyzna i kobieta w liturgii, cz. 2

On 21 kwietnia 2018, in Liturgia, by BJ

Mężczyzna i kobieta w liturgii, cz. 2; James B. Jordan

Nowe przymierze nie zmienia ról mężczyzn i kobiet. Dlatego nie powinna nas dziwić Maria siedząca u stóp Jezusa ani pojawienie się „diakonis” w otoczeniu Nowego Wcielonego Przybytku, czyli Jezusa. Paweł stwierdza, że w Chrystusie nie ma mężczyzny ani kobiety. Jednak z drugiej strony zależy mu na rozróżnieniu ról w kontekście liturgicznym. Zgodnie ze świadectwem Nowego Testamentu Kościół jest nową Świątynią, a nie synagogą. To miejsce, w którym składa się żywe ofiary, w którym ofiaruje się Bogu cześć. To miejsce, w którym spożywa się nowy sakramentalny posiłek – nowy chleb i wino, które należą do ofiary z pokarmów (daniny) i ofiary pojednania (Kpł 2; 7,11-14; Lb 15). Oczywiście mądre kobiety, jak Lidia czy Pryscylla, mają wiele do powiedzenia i mogą nauczać mężczyzn takich jak Apollos. Jednak nie zmienia to faktu, że nie mogą tego czynić w kontekście nabożeństwa. Używając współczesnego porównania – nie ma nic złego w tym, żeby Chulda nauczała w szkole niedzielnej.

Niektórzy argumentują, że Paweł nie zatwierdził kapłaństwa kobiet, ponieważ ówczesna kultura na to nie pozwalała. Nie był to odpowiedni ku temu czas. Lecz takie rozumowanie jest bezpodstawne. Paweł nie boi się atakować szabatu, obrzezania, przepisów Prawa związanych z pokarmami, kalendarz oraz innych spraw dotyczące bezpośrednio kultury czy tradycji. Nie wzdryga się przed obrażeniem Żyda bądź Greka, jeśli jest taka potrzeba. Jeżeli Bóg chciałby, aby kobiety były ordynowane w Nowym Przymierzu, to znaleźlibyśmy o tym wzmiankę w – bądź co bądź – kontrowersyjnych pismach Pawła.

Szczególny ciężar urzędu kapłańskiego

Czasem argumentuje się też, że tylko mężczyźni mogą przewodzić w liturgii, ponieważ tylko oni obrazowo reprezentują Ojca wobec córki syjońskiej i Jezusa wobec Jego Oblubienicy. Jest to słuszne, ale tylko do pewnego stopnia. Tego typu argument sugeruje, że mężczyźni spełniają te role jedynie ze względów symbolicznych. Dodatkowo sugeruje on, że kobiety mogłyby potencjalnie wykonywać te role, choć symbolicznie mężczyźni bardziej się do nich nadają. Tego typu myślenie nie bierze pod uwagę całości biblijnego argumentu. Powodem, dla którego tylko mężczyźni mogą być szczególnymi kapłanami, jest fakt, że mężczyźni i kobiety zostali stworzeni jako odmienne istoty liturgiczne. Chodzi o zamiar wpisany w stworzenie, a nie po prostu o odgrywanie danych ról w historii.

Słyszy się też argumenty, że w życiu wiecznym nie będzie instytucji małżeństwa – już nie będą się żenili ani za mąż wydawali. Po zmartwychwstaniu tylko Jezus będzie Kapłanem, który poprowadzi swą Oblubienicę w uwielbieniu. W pewnym sensie fakt, że tylko mężczyźni mogą być kapłanami-sługami w Kościele, dotyczy obecnego przedziału historii. Dotyczy to tylko mężczyzn i kobiet w ich ziemskim ciele, lecz nie w ich uwielbionym ciele. Jednak nie chodzi tylko o to, że Jezus był mężczyzną i dlatego tylko mężczyzna może Go reprezentować przed Kościołem. Chodzi o coś więcej, a mianowicie o to, że Bóg stworzył mężczyzn i kobiety z innym liturgicznym zamiarem.

Kobiety nigdy nie będą przewodziły nabożeństwu – ani w tym wieku, ani w przyszłym. Lecz nadejdzie czas, gdy mężczyźni-kapłani, przewodnicy w liturgii, z radością złożą swój urząd na Jezusa, który sam stanie się jedynym Kapłanem i Liturgiem. Zamiast pożądać tego urzędu, kobiety powinny cieszyć się, że nie muszą brać na siebie jego ciężaru, ponieważ w realnym sensie już uczestniczą w przyszłej chwale, gdyż „kobieta jest chwałą mężczyzny” (1 Kor 11). Kobiety już teraz posiadają to, na co mężczyźni wciąż czekają – chwałę i radosne podporządkowanie się przewodnictwu Doskonałego Mężczyzny, czyli Jezusa.

Kapłani i aniołowie

Zestawienie kapłanów z aniołami wskazuje na zmianę, jaka ma nastąpić. Człowiek został stworzony mniejszym od aniołów, lecz w przyszłości miał ich przewyższyć. Aniołowie byli kapłanami pouczającymi człowieka w czasie jego dzieciństwa. Dobrzy aniołowie z radością złożyli swój urząd, gdy ludzie osiągnęli odpowiedni wiek; z kolei źli aniołowie nadal nie akceptują dojrzałości ludzi i sprzeciwiają się jej. Podobnie mężczyźni-kapłani powinni radować się na myśl, że pewnego dnia odstąpią swój urząd i staną się częścią Oblubienicy stojącej przed Doskonałym Mężczyzną-Kapłanem.

„Anioł” znaczy „posłaniec”. Duchowi aniołowie są ściśle powiązani z Duchem Świętym. Ojciec posyła Ducha do Syna, a Syn posyła Ducha z powrotem do Ojca. Ojciec posyła Ducha i duchowych aniołów, aby Syn mógł wkroczyć w historię, a Syn posyła Ducha i ludzkich aniołów, aby przy końcu czasów przyprowadzić do Ojca Oblubienicę.

W czasach Prawa kapłani służyli w kopii niebiańskiej świątyni. Symbolicznie byli aniołami. Dzięki rytualnym czynnościom poruszali się po „drabinie do nieba” – między ludźmi a Bogiem. Odziani byli w białe szaty anielskie i „latali” po Przybytku, który był obrazem obłoku chwały; jego meble symbolicznie usytuowane wzdłuż belki po obu stronach nad głowami wskazywały, że zawieszone są w powietrzu. W dodatku widzieliśmy już, że Malachiasz nazywa słowa kapłanów słowami „anioła Jahwe”. (Zobacz obszerną, choć może nie w pełni ortodoksyjną, dyskusję na ten temat w artykule Margaret Barker, The Angel Priesthood w: Barker, The Great High Priest: The Temple Roots of Christian Liturgy, New York 2003.)

Nowy Testament stwierdza, że duchowi aniołowie przekazali ludziom Prawo oraz że ludzkość w Chrystusie stoi teraz ponad aniołami (Hbr 1-2; Gal 3-4). Mogłoby się więc wydawać, że wszystkie istoty ludzkie tak samo nadają się na urząd liturga. Lecz w tym momencie historia przymierza nadal się rozwija. Duch i Jego duchowi aniołowie przyszli od Ojca do Syna; następnie Syn przyszedł na ziemie. Wcielony Syn otrzymał Ducha od Ojca. Lecz teraz Duch nadal musi działać przez swoich aniołów, aby przyprowadzić Syna i Jego Oblubienicę do Ojca. W Dniu Zielonych Świąt Syn posyła Ducha, aby rozpoczął ten ruch w kierunku Ojca.

Choć w pewnym sensie ludzkość zmartwychwstała już z Chrystusem i zasiadła w okręgach niebieskich, to prawdą jest też, że święci na ziemi wciąż oczekują pełni zbawienia –  zmartwychwstania ciała.

Święci nie są jeszcze w chwale, ponieważ są związani z ciałem Adama. Nadal żyjemy w naszych pierwszych ciałach – adamowych. Z tego powodu różnice liturgiczne pomiędzy mężczyznami a kobietami nadal są ważne. O to właśnie chodzi Pawłowi.

Pod Prawem kapłani reprezentowali Anioła Pana i byli w tym podobni do duchowych aniołów. W ziemskich ciałach Adama wszyscy kapłani byli mężczyznami. W czasach Ewangelii kapłani-słudzy reprezentują Mężczyznę Jezusa Chrystusa i dlatego przemawiają i usługują w jedności z Jego uwielbioną obecnością i Ciałem. Wypowiadają Jego słowa i nadzorują Jego stół zgodnie z Jego życzeniem, czyli zgodnie z Pismem. Są jak aniołowie, ponieważ działają „w Duchu”, zgodnie z zamiarem, z jakim Jezus posłał Go w Dniu Zielonych Świąt. Dlatego pastorzy w Apokalipsie 2-3 nazwani są „aniołami”.

Ponieważ Jezus Chrystus jest nieobecny na ziemi w ciele, gdyż przebywa w niebie, podziały na różne role liturgiczne wśród ludzi nadal pozostają ważne. Z jednej strony muszą być ci, którzy Go reprezentują, a z drugiej ci, którzy Mu odpowiadają. Z jednej przewodnicy, a z drugiej pomocnicy. Do czasu przemiany naszych ciał, czyli do czasu, gdy staniemy przed cielesną obecnością Jezusa Chrystusa, Doskonałego Mężczyzny, należy utrzymywać liturgiczny podział na mężczyzn i kobiety.

Oczywiście w pewnym sensie w Chrystusie nie ma już mężczyzny ani kobiety. Ale przecież nadal żyjemy w ciałach Adama i w ciałach Ewy. A jak już zauważyliśmy i jak jeszcze zobaczymy, ciała te nie tylko różnią się pod względem budowy i psychiki, ale przede wszystkim różnią ze względu na przypisane im role liturgiczne. W obecnej formie tylko mężczyźni mogą nosić na sobie ciężar bycia aniołami Chrystusa podczas nabożeństwa.

Trójca i liturgia

Wczesny Kościół rozpoznał, że różnice między mężczyznami a kobietami odpowiadają różnicom między Synem a Duchem. Ponieważ Syn i Duch w szczególny sposób różnią się od siebie nawzajem, a nie są różnymi przejawami tej samej osoby, dlatego mężczyzna i kobieta również różnią się od siebie nawzajem w szczególny sposób. Kościół rozpoznał, że jako Stworzyciel Duch jest męski wobec stworzenia, a nie żeński. Ale Kościół uznał też, że Duch jest archetypem kobiecości.

Wewnątrz Trójcy Syn jest Słowem, a Duch dawcą Chwały. Język, który inicjuje („weź i jedz”) oraz chroni („nie rób tego”) należy do Syna. Z kolei chwała, która przynosi pełnię, należy do Ducha. Paweł ma to właśnie na myśli, mówiąc, że kobieta, a nie mężczyzna, jest chwałą. Włosy są chwałą, gdyż „wypływają” z ciała. Mężczyzna nie powinien nosić włosów chwały (1 Kor 11).

Oczywiście Syn i Duch oraz Ojciec są jednym Bogiem. Lecz różnice między Ojcem, Synem i Duchem pod względem ich „właściwości” i „osobowości” są zdecydowane. One wszystko oddzielają. Różnice całkowicie przenikają każdą z Osób Boskich – nie są czymś dodanym do kategorii jedności. A różnice te są liturgiczne. Ojciec służy Synowi i Duchowi na różne sposoby, a Syn i Duch służą Ojcu, wielbiąc Go. Zaś każdy z nich wielbi Ojca na swój szczególny sposób – Syn słowem, a Duch chwałą. Czynią to razem, a nie oddzielnie, jednak czynią to na różne sposoby.

(Dobrą dyskusję na ten temat można znaleźć w artykule Thomasa Hopko, On the Male Character of the Christian Priesthood [w:] Hopko, Women and the Priesthood, Crestwood 1999).

Inicjacja i zwieńczenie

Słowo inicjuje, chwała zaś wieńczy. Adam powstał pierwszy, potem Ewa. Ludzkość rozpoczęła istnienie od mężczyzny, a zakończy Oblubienicą, Nowym Jeruzalem. Jezus, który nie miał postawy ani urody, powołał do istnienia Kościół. Na końcu Oblubienica będzie pełna chwały wewnątrz i na zewnątrz. Na końcu mężczyźni będą częścią pełnej chwały Oblubienicy u boku Doskonałego Mężczyzny – Jezusa Chrystusa.

Różnice między inicjacją a chwałą odgrywają w historii podobną rolę jak różnice między Synem a Duchem. Wpływają one na kształt liturgii, która odzwierciedla uwielbienie Ojca przez Syna i Ducha. Tylko mężczyźni mogą nauczać podczas nabożeństwa i przewodzić liturgii, ponieważ zostali stworzeni jako inicjatorzy działań. Kobiety zaś powinny uczestniczyć w nabożeństwie i w ten sposób wieńczyć je chwałą. „Nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam”. Tak samo nie jest dobrze, gdy w nabożeństwie uczestniczą tylko mężczyźni. W modlitwie i pieśniach muszą zabrzmieć dźwięczne głosy kobiet.

Z liturgicznych różnic między mężczyznami a kobietami wynikają inne różnice, a nie na odwrót. Głosy męskie są zazwyczaj niższe o oktawę. Muzyk przyzna, że niższe głosy są podstawą melodii, a wyższe pełnią funkcję ozdobników. Harmonia, czyli ruch całości w homofonicznej lub polifonicznej muzyce, opiera się na basach, lecz chwała i ozdobniki wraz z melodią znajdują się w wyższych rejestrach. Niskie głosy mężczyzn kontrolują kierunek muzyki, a wysokie głosy kobiet dodają jej chwały.

Z reguły kobiety żyją dłużej niż mężczyźni. Kończą to, co rozpoczęli mężczyźni. Oczywiście kobiety też inicjują rzeczy w różnych dziedzinach kultury. Lecz z zasady – w małżeństwie i w rodzinie – kobiety dopełniają i zwieńczają chwałą. Weźmy za przykład dom – mężczyzna go kupuje, lecz kobieta go urządza. (Choć nie chcę przez to powiedzieć, że zdrowi heteroseksualni mężczyźni nie mogą być dekoratorami wnętrz. Wskazuję tu raczej na pewną regułę.)

Z reguły mężczyźni są silniejsi od kobiet. Ich kości są większe i cięższe. W rezultacie to mężczyźni są zazwyczaj opiekunami wspólnoty, która jest upiększana i obdarzana chwałą przez kobiety.

Piękno i chwała kobiet inspiruje mężczyzn. Mężczyźni robią różne rzeczy, aby pozyskać kobietę i przypodobać się jej. Literatura, muzyka i malarstwo różnych epok nie pozostawiają tu cienia wątpliwości. Młodzi mężczyźni „popisują się”, a starsi czynią wielkie rzeczy – inicjując nowe wydarzenia historyczne – ze względu na kobiety, ich chwałę i piękno. (Pomyślcie o Wojnie Trojańskiej, Laurze u Petrarki, Beatrycze u Dantego lub o Harriet Smithson u Berlioza, a ponadto o wszystkich sportretowanych kobietach, o romansach królów itd.)

Rodząc dzieci, kobieta otwiera drogę ku przyszłość, a z nią – ku przyszłej chwale. Mężczyzna tego nie potrafi. On inicjuje proces, lecz kobieta – zorientowana na przyszłość – go dopełnia. Kobieta sprawia, że nastaje przyszłość. Podobnie jak włosy również dzieci, które z niej „wypływają”, stanowią jej chwałę.

Przykłady można mnożyć. Jednak już teraz widać, że fizyczne i psychologiczne różnice między mężczyzną a kobietą biorą początek w różnicach liturgicznych. Bóg stworzył ich różnymi, aby pełnili różne funkcje liturgiczne, które z kolei rzutują na resztę ich życia.

Wniosek

Różnice między mężczyznami a kobietami wynikają z tego, że zostali stworzeni, by odzwierciedlać różnice między Synem a Duchem. Różnice te są u swej podstawy liturgiczne, ponieważ Syn i Duch czczą Ojca na dwa różne sposoby. Ostatecznie w naszych wypełnionych Duchem i uwielbionych ciałach wszyscy będziemy Oblubienicą wobec Doskonałego Mężczyzny, Syna, Jezusa Chrystusa. Lecz dopóki znajdujemy się w naszych ziemskich ciałach, dopóty liturgiczne rozróżnienie na mężczyznę i kobietę nie zaniknie.

Kobiety nie powinny więc pożądać urzędu liturga. Powinny raczej radować się z tego, że nie są odpowiednimi osobami do tej funkcji. Jakub pisze: „Niechaj niewielu z was zostaje nauczycielami, bracia moi, gdyż wiecie, że otrzymamy surowszy wyrok” (3,1). Urząd starszego to nie tyle przywilej, co raczej ciężar bycia kapłanem-sługą. Prawdziwy sługa cieszy się, kiedy może złożyć ten ciężar w momencie, gdy staje przed Prawdziwym i Jedynym Kapłanem.

Dawniej dobrze to rozumiano – nowych biskupów wiedziono na ich ordynację w łańcuchach .

Posłowie: Kapłan-sługa i Oblubienica

Artykuł ten nie byłby kompletny, gdybym nie wspomniał o jeszcze jednej dziwnej kwestii związanej ze współczesnymi nabożeństwami w kościołach ewangelicznych, nawet tych, które nie ordynują kobiet. Chodzi mi o praktykę czytania Pisma czy modlitwy podczas nabożeństwa przez laików (zarówno mężczyzn, jak i kobiety). Zdaje się, że praktyka ta zrodziła się w późniejszych dekadach XX wieku. Ale nie widać jej ani we wczesnym, ani w średniowiecznym Kościele (Wschodnim i Zachodnim), ani w kościołach Reformacji, ani też w kościołach po Reformacji, aż do niedawna.

Możemy zapytać, co było nie tak z Kościołem ubiegłych wieków. Dlaczego ci wszyscy pastorzy i teologowie nie dostrzegali znaczenia zaangażowania laikatu w prowadzenie nabożeństwa? Dlaczego Duch Święty czekał dwa tysiące lat, aby pobudzić Kościół do takich praktyk?

Oczywiście, odpowiadając, powiedziałbym, że nasi ojcowie wiary wcale nie byli ślepi. Mieli za to inne wyobrażenie o nabożeństwie. Religia chrześcijańska postrzega nabożeństwo jako dialog między Ojcem a Córką, między Mężem a Oblubienicą. Zgromadzenie wiernych jako całość jest kobietą – zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Jedynym „mężczyzną” w liturgicznym kontekście jest „kapłan-sługa”, czyli mężczyzna ordynowany do prowadzenia nabożeństwa. Właśnie z tej przyczyny tylko on wraz z Chrystusem prowadzi nabożeństwo. Z tej też przyczyny tylko on czyta Kościołowi Słowo Chrystusa. To jego głos ma przewodzić liturgii i inicjować ją. Ci, którzy nie są ordynowani, powinni odpowiadać jednym głosem z resztą zgromadzenia.

Nie chcę przez to powiedzieć, że pod swoją nieobecność pastor nie może wyznaczyć w zastępstwie innego mężczyzny, aby pełnił jego rolę. Ale chcę zwrócić uwagę na to, że mężczyzna, który reprezentuje Jezusa Chrystusa w liturgii powinien być jedynym mężczyzną, który prowadzi liturgię. Laikat może służyć swoimi darami na różne sposoby w innych sytuacjach. Może to czynić w niedzielny wieczór, jak i podczas środowej godziny biblijnej oraz spotkań modlitewnych. Jednak w Ogrodzie, w obecności sakramentów, rzeczy mają się inaczej. W tym względzie nie należy odrzucać zwyczajów Kościoła.

Chrześcijańska liturgia jest przedsmakiem liturgii Nowego Jeruzalem, tej najwyższej formy liturgii. W najwyższej liturgii wszyscy mężczyźni są częścią Oblubienicy i uczestniczą w dialogu z Jezusem – Doskonałym Mężczyzną. Dlatego niewłaściwe jest, żeby laikat przejmował prowadzenie nabożeństwa. Pod nieobecność Jezusa (przed Jego powtórnym przyjściem), to pastor (kapłan-sługa) reprezentuje Go, wypowiada Jego słowa i usługuje przy Jego stole. Podczas nabożeństwa z sakramentami, nabożeństwa w niebiosach, zgromadzenie wiernych nie jest grupą mężczyzn i kobiet prowadzoną przez pastora niczym trenera sportowego. Zgromadzenie jest raczej Oblubienicą, którą Chrystus prowadzi przez swego reprezentanta, czyli pastora.

Zgromadzeni na nabożeństwie mężczyźni powinni – tak jak będzie po zmartwychwstaniu – odpowiadać na słowa Pana Młodego, ponieważ stanowią część Oblubienicy. Tak jak kobiety nie powinny prowadzić nabożeństw, tak i mężczyźni bez święceń nie powinni podczas nabożeństwa czytać Pisma ani modlić się.

Tak było w Izraelu. Laikat nie wykonywał zadań należących do kapłanów. Zadania te zostały dokładnie przydzielone w Księdze Kapłańskiej. W rytualnym „dialogu” dokładnie widać, co należy do kapłanów, a co do laikatu. Laikat – mężczyźni i kobiety – zawsze robił te same rzeczy, lecz nigdy nie przejmował roli kapłanów. Zwróćcie uwagę na to, że nie ma w Biblii żadnej wzmianki o tym, że mężczyźni z laikatu wykonywali jakiekolwiek rytuały jako reprezentanci żon czy córek. Kobiety czyniły to samo, co mężczyźni, czasem przy asyście lewity albo diakonisy. Bóg wyznaczył taki wzór i według niego postępowano przez tysiąc pięćset lat. Zaś Nowy Testament nic w tym schemacie nie zmienił. W liturgii cały laikat pełni tę samą rolę wobec Kapłana (Jezusa Chrystusa) i reprezentującego Go kapłana-sługi (pastora lub tego, którego pastor wyznaczył na zastępcę).

Tłumaczył Sebastian Smolarz.

Artykuł ukazał się w Rite Reasons, 87/2004, na: www.biblicalhorizons.com.

 

Leave a Reply

(Spamcheck Enabled)