Luter światoburca?

On 28 października 2017, in Luter, Reformacja, by BJ

Luter światoburca?; Bogumił Jarmulak

Co roku 31. października protestanci świętują Dzień Reformacji na pamiątkę ogłoszenia przez Marcina Lutra 95 tez na temat odpustów. Luter opublikował swoje tezy w języku łacińskim, jako że stanowiły one zaproszenie – skierowane do grona teologów i duchownych – do dysputy na temat odpustów. Choć w zasadzie chodziło nie tyle o same odpusty, lecz o to, co Luter postrzegał jako nadużycia ludzi, którzy je sprzedawali na terytorium krajów niemieckich. Tutaj główną postacią był Johann Tetzel.

Kiedy Albrecht Hohenzollern (vel Albrecht z Brandenburgii), arcybiskup Magdeburga, zapragnął zostać również metropolitą Moguncji, za radą papieża Leona X pożyczył sporą sumę od Fuggerów, która posłużyła mu za opłatę za nowy przywilej. Opłata była oczywiście nieoficjalna, jako że Watykan zabronił łączenia arcybiskupstw. Problem polegał na tym, że dług należało zwrócić, zaś Albrecht nie dysponował dochodami, które by to umożliwiały. Dlatego papież zasugerował, że Albrecht mógłby przeprowadzić specjalną sprzedaż odpustów, z której połowa dochodów trafiłaby do Fuggerów jako spłata długu, zaś druga połowa dostałaby się Leonowi X, który w tym czasie ponosił spore wydatki na liczne projekty budowlane, w tym na bazylikę św. Piotra. Głównym wykonawca tego planu był wspomniany Tetzel.

Luter nie był świadom powyższych ustaleń. Nie podobały mu się jednak praktyki Tetzla, który jak niezbyt szlachetny przedstawiciel handlowy zbyt gorliwie i nie do końca uczciwie zachwalał sprzedawany produkt. Z tego powodu Luter postanowił zawiadomić Albrechta o nadużyciach Tetzla oraz zaprosić teologów i duchownych na debatę o tego typu praktykach. Do Albrechta wysłał list, zaś w Wittenberdze ogłosił 95 tez.

Na debatę nikt się nie zjawił i – jak zauważa Eric Metaxas w najnowszej biografii Lutra (Martin Luther) – pewnie cała sprawa rozeszłaby się po kościach, gdyby nie reakcja Albrechta i Tetzla. Obaj wielce zaniepokoili się potencjalnymi skutkami działań Lutra dla ich wspólnego przedsięwzięcia. Rozpowszechnienie 95 tez w niemieckim tłumaczeniu, choć nie było intencją Lutra, również przyczyniło się do tego, że sprawa nie odeszła w niepamięć.

Czy publikacja 95 tez było dla Reformacji tym, czym dla Rewolucji Październikowej był strzał z Aurory? A może była klinem wbitym w jedność Kościoła, który w końcu ją rozbił, o co zresztą mnichowi z Wittenbergi od początku chodziło? Na te i podobne pytania pomoże odpowiedzieć lektura samych tez Lutra.

Ta zaś wskazuje na to, że w październiku 1517 roku Lutrowi nie chodziło o danie sygnału do rewolucji. Raczej zależało mu na zrewidowaniu pewnych praktyk odpustowych. Dramatyczne rozstanie z kościołem rzymskim, które nastąpiło trzy lata później, było niewątpliwie następstwem opublikowania 95 tez, lecz nie ich intencją.

W tekście 95 tez Luter odnosi się do papieża z szacunkiem i atakuje raczej ludzi pokroju Tetzla. Na przykład w tezie 50 Luter stwierdza: „Należy nauczać chrześcijan, że gdyby papież wiedział o wszystkich szachrajstwach kaznodziejów odpustowych, raczej by w stos popiołów zamienił katedrę św. Piotra, aniżeliby miała być budowana kosztem skóry, krwi i ciała jego owieczek”. Czy miał w tym rację, to już inna sprawa. Czas pokazał, że Luter wielce mylił się w tej kwestii. Leonowi X zdecydowanie bardziej zależało na katedrze św. Piotra niż na jego owieczkach.

Kiedy zaś w tezie 82 Luter umieszcza pytanie, dlaczego papież z miłości nie uwolni biedne dusze w czyśćca, zamiast bezlitośnie trzymać je tam do czasu zakupu odpustu, to przytacza pytanie, jakie inni ludzie zadają. We wcześniejszej tezie jednak Luter zaznacza, że przyczyną takich pytań są „bezwstydne kazania odpustowe”, które utrudniają „nawet uczonym dbać o uznanie papieża”. Wygląda więc na to, że Luter co najmniej chce zagwarantować papieżowi przywilej wątpliwości i założyć, że papież nie wie, co czynią kaznodzieje odpustowi.

Jednak nie tylko o dobre imię papieża chodzi Lutrowi. Może przede wszystkim chodzi mu o dusze chrześcijan dających wiarę wspomnianym kaznodziejom. Tu szczególnymi ofiarami są najbiedniejsi, którzy zamiast zadbać o potrzeby cielesne bliskich tracą ostatnie pieniądze na wątpliwej wartości odpusty (teza 46). Z drugiej strony sprzedaż odpustów odsuwa na drugi plan potrzebę skruchy, a to prowadzi do sytuacji, w której ludzie przekonani o uwolnieniu od kary nie widzą już potrzeby okazywania ani skruchy, ani tym bardziej miłości (teza 44). Mamy tu więc do czynienia z wypaczoną pobożnością, która niewiele ma wspólnego z pobożnością ewangeliczną.

Jednak również to nie jest głównym problemem ze sprzedażą odpustów. Luter stwierdza ponadto, że „prawdziwym skarbem Kościoła jest najświętsza Ewangelia chwały i łaski Bożej” (teza 62). Każdy zaś chrześcijanin ma do niego dostęp. Dlatego zamiast powiększać strach przed czyśćcem, aby sprzedać jak najwięcej odpustów, należy pomnażać miłość do Boga (teza 17). Kiedy bowiem kaznodzieje odpustowi powiększają strach przed czyśćcem, to jednocześnie utwierdzają fałszywy obraz Boga, który przecież jest bogaty w miłosierdzie, nie zaś chciwy sądu i mąk czyśćcowych ani kolejnego kościoła w Watykanie. Ludzie tacy jak Tetzel stawiają wszystko na głowie, spychając łaskę Bożą oraz krzyż w cień „łaski odpustowej” (teza 68). Tę ostatnią zaś trudno nazwać łaską, skoro biedni nieczęsto musieli wydać ostatnie grosze, aby ją nabyć.

Wygląda więc na to, że Luter w 1517 roku nie kwestionował samej praktyki odpustu, lecz atakował nadużycia związane ze sprzedażą odpustów oraz karygodne błędy obecne w nauczaniu kaznodziejów odpustowych, którzy chętnie ukrywali prawdę przed ludźmi w nadziei zysku. Nie była to jednak jakakolwiek prawda, ale przede wszystkim prawda o samym Bogu, którego obraz wyłaniający się w kazań odpustowych był daleki od obrazu ewangelicznego. Nie był to Bóg wierny i łaskawy, lecz surowy i gniewny.

Niewątpliwie już w 95 tezach widzimy nasiona Reformacji, jak na przykład stwierdzenie, że Ewangelia jest skarbem Kościoła, do którego mają dostęp wszyscy chrześcijanie odczuwający skruchę za grzechy. Luter jednak żywił przekonanie, że prawdę tę uznaje również papież, a jeśli w Kościele dzieją się złe rzeczy, to z powodu odstępstwa różnego rodzaju Tetzlów, którzy są prawdziwymi wrogami Kościoła, ponieważ podważają jego fundamenty i utrudniają wiernym dostęp do Boga. Chciał rozpocząć dysputę na ten temat, ponieważ liczył na to, że jego tezy spotkają się z dobrym odbiorem.

Niestety okazało się, że Leon X nie był gotów „sprzedać Kościoła Piotra, aby dać pieniądze wielu tym, od których je kaznodzieje odpustowi wyłudzili”. Papież sam bowiem był beneficjentem sprzedaży odpustów i choć z początku raczej lekceważył Lutra, to jednak po jakimś czasie uczynił dokładnie to, przed czym przestrzegał Luter w tezie 90, a mianowicie postanowił uciszyć Lutra „przemocą i milczeniem”. Jednak nie do Leona X należało ostatnie zdanie w tej sprawie.

Wielce wymowny jest tutaj dekret o odpustach przyjęty przez Sobów Trydencki (Sesja 25/B). Przyznaje, że pewne „nadużycia wkradły się do praktyki udzielania odpustów”. Te nadużycia są owocem „przesądów, niewiedzy, braku szacunku”. Dekret przyznaje nawet, że nadużycia te pojawiły się w wielu miejscach i prowincjach, a także nakazuje biskupom, aby zbierali informacje o nich i przekazywali je papieżowi, który zadecyduje, co dalej z nimi zrobić. Ale czyż Lutrowi w październiku 1517 roku nie chodziło właśnie o zwrócenie uwagi na te nadużycia? Czyżby Sobór Trydencki poniekąd uznał zasadność 95 tez Lutra?

Szkoda, że tak późno. Może, gdyby Leon X rozpoznał zagrożenie, jakim był Tetzel, a nie Luter, to nie doszłoby do podziału Kościoła. Ale z drugiej strony, czego można było oczekiwać od człowieka, który niejako sam wymyślił Tetzla.

 

Leave a Reply

(Spamcheck Enabled)