Porady Przychodnia, cz. 7

On 11 sierpnia 2017, in ST - Księga Przysłów, by BJ

Porady Przychodnia, cz. 7; James B. Jordan

„Jest pokolenie, które przeklina swojego ojca i swojej matce nie błogosławi. Jest pokolenie czyste we własnych oczach, a z brudu nie obmyte. Jest pokolenie, które patrzy wyniośle i powieki ma w górę wzniesione. Jest pokolenie, które zęby ma jak miecze, a szczęki jak noże, aby pożreć biednych w kraju i ubogich spośród ludu” (Prz 30,11-14).

Agur rozmyśla nad pokorą i arogancją. W powyższym fragmencie znajdujemy opis człowieka aroganckiego. Każde zdanie rozpoczyna się słowami: „Jest pokolenie…”. Moglibyśmy je sparafrazować w następujący sposób: „Są ludzie, którzy…” lub „Pewni ludzie…”.

Fragment ten zawiera cztery części zmierzające do kulminacji. Pierwsze cztery dotyczą „pomniejszych” lub prywatnych wykroczeń. Opisują zachowanie typowe dla ludzi, o których mowa. Czwarta wypowiedź stanowi kropkę nad i. Tacy ludzie niszczą życie biednych i bezbronnych. Innymi słowy, są oni o wiele gorsi niż mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka.

Po pierwsze, nie okazują oni szacunku dla rodziców. Słowo „przeklinać” w wersecie 11 jest tym samym, które pojawiło się już w wersecie 10. Oznacza zniesławianie, poniżanie, lekceważenie. Taki człowiek ubliżająco zwraca się do ojca „stary”, a do matki „stara”. Traktuje ich pogardliwie i protekcjonalnie. Jeśli pozwolimy dzieciom na takie traktowanie rodziców, wtedy wyhodujemy szablozębne bestie.

Zgodnie z Prawem Mojżeszowym dzieci, które pozwalały sobie na zbyt wiele w stosunku do rodziców i przeklinały ich, miały zostać uśmiercone (Wj 21,17). Biblia wspomina o dwóch takich przypadkach (Pwt 21,18-21 i Mk 7,9-13). Jak napisałem w The Law of the Covenant, „pogarda dla rodziców oznaczała w tym przypadku uporczywe i publiczne łamanie ustanowionych przez Boga zasad określających relacje między rodzicami a dziećmi. Mogło to wyrażać się w odmowie otoczenia opieką podstarzałych rodziców. Mogło też oznaczać publiczne ubliżanie rodzicom i przeklinanie ich. Dla wykonania wyroku jednak potrzebne były dowody takiego zachowania, które zostałyby przyjęte przez sąd. Młody dzieciak, który chciał udawać twardziela przed kolegami, mógł nazwać ojca »starym«, a matkę »starą«, lecz to jeszcze nie wystarczało dla skazania go na śmierć. Choć oczywiście stanowiło pogwałcenie przykazania Bożego”.

Po drugie, człowiek, o którym mowa, jest czysty we własnych oczach. Nie przyjmuje krytyki. Wszystko wie lepiej. Nigdy nie błądzi. Jednak – jak mówi przysłowie – cuchnie jak kupa gnoju. Tekst stwierdza dosłownie, że nie umył się po wizycie w wychodku. Ludzie zadufani w sobie uważają, że pachną jak fiołki, lecz w rzeczywistości trącą fetorem rozkładu. Jeśli nie wyplenimy takiej postawy u dzieci, to pozwolimy, aby wyrosły im zęby jak noże.

Po trzecie, taki człowiek spogląda wyniośle i patrzy na wszystkich z góry. W Biblii oczy są narzędziem sądu. Już w pierwszym rozdziale Pisma powtarza się fraza: „Bóg zobaczył…”,  która oznacza, że Bóg dokonał oceny tego, co uczynił. To samo dotyczy powiek. W Psalmie 11,4 czytamy: „Pan jest w swojej świętej świątyni, Pan ma swój tron na niebiosach; oczy Jego patrzą, Jego wzrok [dosł. powieki] przenika ludzi”. Człowiek patrzący wzniośle z podniesionymi wysoko powiekami to człowiek sytuujący się jako sędzia bliźnich. Spogląda na nich z góry. Rozdziela na dobrych i złych. I nie okazuje miłosierdzia tym, których nie lubi.

Taką postawę widzieliśmy w Stanach Zjednoczonych w czasie wojny w Wietnamie. Byłem wtedy na studiach (1967-1971) i często natykałem się na tego typu ludzi. Gardzili wszelkimi autorytetami, nie ufali nikomu „po trzydziestce”. Wszystko wiedzieli i byli najbardziej zadufanymi ludźmi, jakich kiedykolwiek spotkałem. Kiedy występowali w telewizji każdego wieczora, wyraźnie słychać było nutę zarozumialstwa w ich biadolących głosach.

Nieliczni z nich używali prysznica. Wielu nie używało papieru toaletowego. Podziemne wydawnictwa Nowej Lewicy często narzekały na smród przenikający kwatery zamieszkiwane przez komuny, a także zamieszczały humorystyczne rysunki informujące hipisów, jak używać papier toaletowy.

Byli aroganccy do bólu. Ich znajomość historii, ekonomii, polityki międzynarodowej była nikła lub nieistniejąca, co nie przeszkadzało im dzielić świat na dobrych i złych ani zajadle atakować swoich przeciwników. To było niebezpieczne pokolenie. Byli rozpieszczonymi dziećmi liberalnych rodziców, którzy pozbawili ich wszelkich ograniczeń i w konsekwencji wyhodowali na własnym łonie watahę wściekłych wilków przeklinających swoich rodziców.

Tacy ludzie troszczą się tylko o siebie. Nie zależy im ani na biednych, ani na historii, ani na przyszłości, ani na niczym innym. Koniec końców – jeśli dać im szansę – zniszczą każde społeczeństwo.

Tacy ludzie według Biblii są niebezpieczni szczególnie dla ubogich i potrzebujących. Ich ideologiczna krucjata ma na celu zniszczenie nieodzownych form życia wspólnego w imię abstrakcyjnych ideałów. To z kolei niszczy instytucje, które kształtowały się przez pokolenia, a które chronią biednych i potrzebujących. Kiedy społeczeństwo obumiera, wtedy tymi, którzy jako pierwsi cierpią z tego powodu, są właśnie ludzie biedni i słabi.

Taka jest gorzka prawda o zbuntowanej młodzieży. Nie ma w niej nic zabawnego ani romantycznego. Hordy zbuntowanej młodzieży rozszarpały Chiny w czasie Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej. Podobne towarzystwo zmasakrowało ludność Kambodży. Młodzi zawsze byli w awangardzie rewolucji. Biblia jednak nakazuje szacunek dla ludzi starszych i dla siwych włosów. Młodzi, którzy okazują ten szacunek, wyrosną na ludzi mądrych i łagodnych.

Myślę, że tan fragment przysłów Agura opisuje Ezawa. Takim był brat Jakuba. Ezaw nie szanował rodziców i dlatego im na złość wziął sobie za żony poganki, które ciągle dokuczały teściom. Był samolubny i złośliwy. Abdiasz opisuje jego potomków, Edomitów, jako szumowiny Bliskiego Wschodu, zawsze chętnych i gotowych do zatopienia kłów w karki bezbronnych i słabszych ludów.

Na koniec kilka uwag na temat Kościoła. Kiedy studiowałem w seminarium, opisany powyżej sentyment skierowany przeciwko wszelkiej władzy nieco przygasł, lecz nadal był obecny. Widziałem wtedy ludzi, którzy nie szanowali ani tradycji, ani siwych włosów, a którzy wszystko wiedzieli i zawsze mieli rację we własnych oczach. Niektórzy z nich wyrośli na kościelnych terrorystów. Niestety, upadek autorytetów, który zaowocował brakiem realnych przywódców w kościołach w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, sprawił, że brakowało ludzi, którzy mogliby stawić opór pyszałkowatym awanturnikom.

Tłumaczył Bogumił Jarmulak.

Źródło: Advice From a Sojourner, Part 7.

 

Leave a Reply

(Spamcheck Enabled)